Spine

Skrzywienia kręgosłupa

Kręgosłup człowieka nie jest idealnie prosty: u niemowląt ma kształt łuku, później poprzez raczkowanie zaczynają się wykształcać naturalne krzywizny kręgosłupa, by wreszcie w wieku dorosłym był on wygięty do przodu na odcinku szyjnym oraz lędźwiowym, zaś nieco do tyłu na wysokości klatki piersiowej i kości krzyżowej. Wygięcia fizjologiczne zwane są kifozą i lordozą. Oba typy mogą przybrać postać pogłębioną lub wypłaszczoną. Groźniejsze dla kręgosłupa jest zniesienie tych naturalnych krzywizn.

Kifoza

Wygięcie kręgosłupa ku tyłowi na odcinku piersiowym i krzyżowym. Kształtuje się jeszcze w okresie płodowym, ulegając utrwaleniu w pierwszych latach życia. Pod wpływem urazów lub schorzeń, takich jak gruźlica lub krzywica, może ulegać patologicznemu przerostowi, który w większości przypadków można skorygować poprzez regularną gimnastykę korekcyjną i fizykoterapię. Im wcześniej zacznie się terapię, tym lepsze efekty można osiągnąć. W ciężkich przypadkach konieczne może się okazać nałożenie gorsetu, a nawet leczenie operacyjne.

Lordoza

Jest to wygięcie odcinka szyjnego do przodu oraz lędźwiowego w stronę brzuszną. Również w tym przypadku skrzywienie może nabrać charakteru patologicznego. Zbyt duże wygięcie w kierunku brzucha to hyperlordoza a zbyt małe czyli inaczej spłaszczenie lub zniesienie fizjologicznej lordozy jest podstawową przyczyną powstawania przepuklin.

Skolioza

Skrzywienia kręgosłupa, które powstają w wyniku nadmiernych obciążeń, niewłaściwej postawy, schorzeń i urazów. Mogą rozwinąć się w każdym wieku, choć najczęściej ujawniają się w okresie intensywnego wzrostu. Powodem są jednak drobne wyskoczenia boczne już w wieku dziecięcym ok. 4-7 roku życia. Drobna korekta kręgosłupa w tym wieku zapobiega powstawaniu szeroko-łukowych skolioz. Sam masaż niestety nie wystarczy! Rodzice zbyt późno reagują na te skoliozy. Proponowany przez Ortopedów, Neurologów i Rechabilitantów sposób postępowania w przypadku stwierdzonej skoliozy (w zależności od stopnia zaawansowania skrzywienia) obejmuje: masaż, gimnastykę korekcyjną, zastosowanie gorsetu ortopedycznego, a wreszcie zabiegi operacyjne, ponieważ w wieku 10-12 lat często już jest za późno i jedynym sposobem na wyprostowanie kręgosłupa jest operacyjne wszczepienie drutów tytanowych wzdłuż całego kręgosłupa w celu wyprostowania tych skolioz.

Dyskopatia

Najczęściej występująca przyczyna dolegliwości bólowych pleców. Zwyrodnienie dotyka nie samych kręgów, a łączących je krążków międzykręgowych.

Krążek międzykręgowy (dysk) jest zbudowany z jądra miażdżystego, otoczonego przez tzw. pierścień włóknisty, złożony z włókien kolagenowych. Permanentne zgniatanie przestrzeni międzykręgowych bez ich odciążania powoduje dehydratację krążków międzykręgowych czyli odwodnienie dysków. Często też – z tytułu kompletnego braku wiedzy w zakresie potrzeby profilaktyki kręgosłupa na co dzień oraz pod wpływem przeciążeń, jakim poddawany jest kręgosłup – dochodzi do przemieszczenia jądra miażdżystego, które uciskając na pierścień powoduje tzw. wypuklinę jądra miażdżystego, który zaczyna dociskać do nerwów obwodowych lub rdzenia kręgowego. Rozszczelnienie zaś tego pierścienia z powodu fizycznego(nierównomierny jednostronny docisk) i chemicznego (niedobory kolagenu) powoduje powstawanie przepuklin jądra miażdżystego, których efektem są objawy w postaci ostrych i uporczywych dolegliwości bólowych, zaburzeń czucia, niedowładów, mrowienia, uczucia parzenia w stopy a nawet zaniku mięśni.

U wielu pacjentów objawy te powodują całkowitą dysfunkcję, poprzez unieruchomienie w pozycji leżącej. Znakomite efekty terapeutyczne przynosi terapia manualna. Wielu pacjentom udaje się wyjść z tego stanu bezoperacyjnie. Również wiele przypadków dyskopatii wymaga długotrwałej rehabilitacji. Kiedy jednak zabiegi fizjoterapeutyczne nie pomagają albo nie przynoszą efektów cofania się przepuklin (potwierdzonych badaniem MRI) jedynym wyjściem jest zabieg neurochirurgiczny lub zaakceptowanie i przyzwyczajenie się do dyskomfortu wynikajacego z tych dyskopatii.

Kręgozmyk

Częstą dolegliwością, z reguły towarzyszącą dyskopatii i dającą podobne dolegliwości, jest tzw. kręgozmyk, czyli przesunięcie się kręgów względem siebie. Przesunięcie to powstaje pod wpływem długotrwałego utrzymywania nieprawidłowej postawy, urazów, nieodpowiedniej pozycji podczas snu, predyspozycji genetycznych oraz wykonywania gwałtownych ruchów skrętnych. Kręgozmyk najczęściej wymaga manualnego nastawienia na prawidłowe miejsce. Często wymagana jest korekta całego kręgosłupa, ponieważ działa on jak pion i jeśli w odcinku lędźwiowym skolioza jest prawostronna to w większości przypadków po przeciwnej stronie czyli w odcinku piersiowym lub szyjnym jest przeciwwaga do tego wyskoczenia w lewą stronę.

Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa (ZZSK)

Przewlekły stan zapalny obejmujący stawy krzyżowo-biodrowe, pierścienie, więzadła i drobne stawy miedzy kręgowe, to niezwykle poważna i uciążliwa dolegliwość, należąca do grupy chorób reumatycznych. Choroba ma charakter rzutowo – reemisyjny i najczęściej dotyka osoby młode, miedzy 15 a 18 rokiem życia; 2-3 razy częściej mężczyzn, niż kobiety. Początkowo objawia się bólami w odcinku krzyżowym i lędźwiowym, zaś w następnym etapie prowadzi do ograniczenia ruchomości stawów aż do ich całkowitego zesztywnienia. Leczenie, obok intensywnej gimnastyki podtrzymującej ruchomość stawów, polega na aplikacji leków immunosupresyjnych i przeciwzapalnych. W ostatnim czasie wprowadzono nowy element terapii tzw. terapię biologiczną, podczas której podawane są substancje występujące naturalnie w organizmie człowieka, w celu powstrzymania procesów patologicznych. Wnioski nasuwają się same: bezpośredni wpływ na pogłębiający się i utrzymujący stan zapalny ma nieodpowiedni sposób odżywiania się a zwłaszcza nadmiar węglowodanów w diecie, które zakwaszają stawy.

Niby wszyscy już wiemy, że „prawie” robi różnicę, a cudowny środek gwarantujący wieczną urodę i młodość nie istnieje… A jednak nauka poznała i udowodniła cudowną moc wielu substancji, które pozwalają dłużej cieszyć się wyśmienitą kondycją, opóźnić procesy starzenia, wygładzać powstałe już zmarszczki, zapobiegać powikłaniom zdrowotnym związanym z wiekiem, a także w umiarkowanym stopniu ograniczać negatywne skutki niezdrowego trybu życia. Nie musisz udawać się do magicznego źródła, ani zrywać owocu z zaczarowanego drzewa. Niejednokrotnie sprzymierzeńcy młodości są na wyciągnięcie ręki, a ich obco brzmiące nazwy to marketingowe chwyty, za którymi kryją się dobrze znane produkty czy związki chemiczne.
Natura nie jest nadgorliwa i zazwyczaj oferuje nam tylko to, co niezbędne. Wraz z wiekiem i wyłączaniem kolejnych funkcji (w tym zdolności do rozrodu) obniża się wyraźnie produkcja hormonów, przede wszystkim testosteronu, estrogenów i mniej znanego dehydroepiandrosteronu, zwanego w skrócie DHEA. Ta substancja wywarzana przez nadnercza, nieprzypadkowo zwana jest hormonem młodości. Wraz z jej ubytkiem skóra staje się bardziej cienka, mięśnie słabsze, a tkanka łączna (stanowiąca głównie podporę organizmu i ochronę mechaniczną niemal wszystkich narządów) bardziej wiotka. Zmienia się także nastawienie do życia: człowiekowi coraz trudniej radzić sobie ze stresem, codziennymi wyzwaniami… Spada apetyt na życie. Oczywiście na to zjawisko wpływa wiele czynników, ale rola DHEA jest już dziś niezaprzeczalna.

Dowiedziono, że w pewnym stopniu od nas samych zależy, jak długo i w jakim stężeniu ten hormon wytworzą nadnercza. Jego poziom zależy głównie od aktywności fizycznej. Zapewne dlatego tak gwałtownie starzeją się niektóre osoby po przejściu na emeryturę, jeśli nie mają pomysłu, co zrobić ze swoim życiem po zakończeniu pracy. Nie ma szansy na długowieczność ten, kto ze wszystkich sportów najchętniej uprawia zmianę kanałów w telewizji za pomocą pilota. Ruch na świeżym powietrzu to okazja, by dotlenić organizm, usprawnić wiele procesów metabolicznych. Aktywny równa się dłużej młody, pogodny. Mitem jest przeświadczenie, że długowieczni to ci, którzy dłużej są starzy. Zazwyczaj wśród stulatków trudno znaleźć takich, którzy już po czterdziestce, czy pięćdziesiątce zwalniali obroty.

DHEA można też dostarczyć organizmowi w postaci tabletki, do kupienia w aptece bez recepty. Czy jednak jest taka potrzeba, kiedy zacząć i jak dawkować, najlepiej ustalać z lekarzem pierwszego kontaktu podczas rutynowej wizyty profilaktycznej. Zakłada się, że obniżenie poziomu hormonu, mające znaczenie dla zdrowia i kondycji, może występować już u pięćdziesięciolatka.

Witamina A – przyjaciółka oczu i nie tylko

Witamina A powszechnie uważana jest, zresztą słusznie, za skuteczną broń w walce z kurzą ślepotą. Jej zasługi dla zdrowia oczu są jednak bardziej złożone. Witamina A odpowiada za prawidłowość widzenia, zwłaszcza po zmroku, ponieważ wpływa na adaptację wzroku w ciemności. Jej niedobory mogą wywoływać zgrubienie rogówki, zewnętrznej warstwy gałki ocznej. Działa jednak nie tylko na wzrok, ale również na inne nasze zmysły. Pozwala w pełni cieszyć się wrażeniami smakowymi i zapachowymi.

Jest cennym przeciwutleniaczem, dzięki czemu zapewnia prawidłowy wygląd skóry, zapobiegając m. in. jej twardnieniu i suchości. Z tego względu bywa wykorzystywana w kosmetykach (szukaj jej pod nazwą „retinol” lub „akseroftol”). Dba także o to, czego nie widać na zewnątrz. Z jednej strony o błony śluzowe m. in. przewodu pokarmowego, płuc, jamy ustnej czy nosa, z drugiej strony o kości i uzębienie – szczególnie u osób młodych, u których dopiero się one kształtują. W pewnej mierze zapobiega infekcjom.

Retinol to najbardziej aktywna forma witaminy A. W gotowej formie znajdziemy go jedynie w produktach pochodzenia zwierzęcego: wątróbce, żółtkach jaj czy maśle. Nie znaczy to jednak, że witaminy A na próżno szukać w warzywach czy owocach. Jej prekursory – karoteny, które organizm potrafi z powodzeniem przekształcić w retinol, znajdziemy we wszystkich żółtych, czerwonych i pomarańczowych darach natury tj. marchewka, papryka, dynia, brzoskwinie czy morele oraz w zielonolistych dobroczyńcach, np. szpinaku i sałacie. Witamina A rozpuszcza się w tłuszczach, dlatego jeśli zamierzamy pozostać przy wegetariańskich jej źródłach, warto skonsumować je w towarzystwie choć odrobiny tłuszczu. Nie musimy natomiast specjalnie się obawiać o utraty witaminy w trakcie obróbki cieplnej. Gotowane produkty zazwyczaj jej nie tracą, dopiero bardzo wysoka temperatura (np. przy smażeniu) może ją uśmiercić.

Nie należy faszerować się witaminą A na zapas. Jej za wysokie dawki nie zostaną wydalone przez organizm, tak jak dzieje się to z witaminami rozpuszczalnymi w wodzie. Długotrwale utrzymujący się nadmiar jest trujący. W przypadku dorosłych objawy takiego przedawkowania zauważymy zazwyczaj dopiero po kilku latach. Stan zatrucia może przejawiać się drażliwością, bólem głowy, wymiotami, krwawieniami z dziąseł i zmianami skórnymi (zażółceniem skóry, jej suchością). Nie ma się czego obawiać, jeśli dostarczasz sobie witaminy A wraz z pokarmem. Wtedy do przedawkowania nie dojdzie. Należy natomiast uważać na suplementy i sztuczne specyfiki ją zawierające. Te powinny być przyjmowane, gdy już rzeczywiście dojdzie do niedoboru.

Inne nazwy: retinol, akseroftol, witamina wzrostowa.

Witaminy z grupy B – dla zestresowanych?

Witaminy z grupy B to stosunkowo liczna i w pewnym stopniu zróżnicowana grupa. Role w organizmie czy źródła w pożywieniu poszczególnych jej członków niekoniecznie się pokrywają. Niektóre z nich znamy pod innymi nazwami takimi jak kwas foliowy (inaczej witamina B9), niacyna (witamina B3) czy ryboflawina (witamina B2). Różnią się numerem w szeregu, ale nie tylko. Najlepiej czują się w swoim towarzystwie, stąd spożywane razem są efektywniej wchłaniane. Co im zawdzięczamy?

Trudno mówić o witaminie B ogółem. Jeśli jednak mielibyśmy pokusić się o uogólnienia, to powiedzielibyśmy pewnie, że witaminy z grupy B czuwają nad prawidłowym funkcjonowaniem układu nerwowego. Sprawiają, że lepiej działa zarówno nasza pamięć, koncentracja, lepiej radzimy sobie z emocjami. Stanowią płaszcz ochronny przeciw zaburzeniom nastroju tj. depresja. Łagodzenie stresu to jednak nie wszystko, co potrafią. Odgrywają także znaczącą rolę przy regulacji pracy układu trawiennego, zabezpieczając przed dolegliwościami z jego strony: nudnościami, wymiotami czy biegunką. Uczestniczą w procesach metabolicznych i mają wpływ na poziom rzeczywiście odczuwanej energii oraz na odporność.

Gdzie ich szukać? Tu także nie ma w pełni uniwersalnej odpowiedzi, ponieważ poszczególne witaminy z grupy B często znajdują sobie nieco inne ?mieszkania?. Zazwyczaj jednak pod dostatkiem ich w pełnoziarnistych produktach zbożowych, warzywach strączkowych, mięsie (w szczególności w wątróbce). Nie do pogardzenia okazują się pokarmy na bazie drożdży i nabiał. Skąd wzięło się więc przekonanie, że wegetarianie daleko nie pociągną na swojej bezmięsnej diecie, bo prędzej czy później dorobią się niedoborów naszej „B”ohaterki? Obawa ta jest po części uzasadniona, ale jedynie w przypadku pojedynczej witaminy B12, która znajduje się wyłącznie w produktach pochodzenia zwierzęcego tj. mięso, ryby, jaja, mleko i jego przetwory. Witamina B12, zwana też kobalaminą, chroni nas przed anemią. Inna popularna witamina z grupy B – witamina B9 czyli kwas foliowy (również B11), jest znana głównie ze względu na zasadniczy wpływ na rozwój cewy nerwowej i zapobieganie wadom wrodzonym u rozwijającego się w łonie matki dziecka. Kwas foliowy jest jednak potrzebny nie tylko kobietom w ciąży, a kobietom w ogóle, a także , o czym często zapominamy – panom. U mężczyzn kwas foliowy wpływa m. in. na jakość nasienia.

Dla ciekawych świata jest jeszcze Witamina B-17 zwana Amigdaliną, rewelacja jako terapia antyrakowa ale też stosowana zapobiegawczo:

http://wolnezdrowie.pl/pl/zdrowie-kuracje/item/49091-komórki-rakowe,-a-terapia-metaboliczna-witaminą-b17

Witamina C – w walce z infekcją

Gdy czujemy, że odporność szwankuje, a za rogiem czyha przeziębienie, często sięgamy po niezawodną witaminę C, zwaną również kwasem L-askorbinowym. Co rzeczywiście jej zawdzięczamy? To nie mit, że jest przyjaciółką naszego układu immunologicznego. Nie tylko wpływa na zwiększenie odporności zdrowej osoby, ale także zwalcza już istniejące infekcje (szczególnie górnych dróg oddechowych). Temu działaniu zawdzięcza swoją popularność. Nie wszyscy jednak wiedzą, że to nie jedyne jej funkcje. W rzeczywistości kwas L-askorbinowy uczestniczy także w produkcji kolagenu, białka tkanki łącznej, które tworzy m. in. ścięgna, chrząstki i kości, a także odpowiada za elastyczność skóry, przeciwdziałając jej starzeniu. Witamina C jest także jednym z ważniejszych przeciwutleniaczy: odtruwa organizm, zapobiega degeneracji komórek, bywa nazywana wrogiem nowotworów. Zabezpiecza przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, które namnażają się m. in. u palaczy. Z tego powodu tym z nas, którzy nie umieją zrezygnować z „dymka”, poleca się dostarczanie sobie większych jej ilości.

Gdzie jej szukać? Wbrew pozorom wcale nie tylko w cytrusach i innych kwaśnych pokarmach, tj. kapusta kiszona. Smak kwaśny co prawda może być pewną wskazówką, wyizolowana witamina jest białym bezwonnym proszkiem o lekko kwaskowatym smaku. Nie dziwi więc, że znaczne jej ilości znajdują się w czarnej czy czerwonej porzeczce, cytrynach, pomarańczach czy truskawkach. Warto jednak wiedzieć, że znajdziemy ją także w kalafiorze, papryce, kapuście czerwonej i białej a także w natce pietruszki. Ogólnie rzecz biorąc, owoce i warzywa to dobry adres, jeśli chodzi o witaminę C.

Należy z nią natomiast postępować delikatnie: witamina ta nie lubi wysokich temperatur, a więc gotowania czy, o zgrozo, smażenia (w wyniku obróbki termicznej tracimy jej nawet 75 proc.), boi się światła i tlenu. Najlepiej czuje się natomiast w wersji „na surowo” i „na świeżo”, prosto z warzywniaka, a jeszcze lepiej z przydomowego ogródka. Przetrzymywana traci cierpliwość i znika. Masz ochotę na świeżo wyciskany sok z pomarańczy? Świetny pomysł, ale nie czekaj z jego wypiciem w nieskończoność. Aby witamina C dobrze się wchłonęła, najlepiej zagryź napój czymś, co dostarczy ci żelaza, np. krwistym befsztykiem czy kilkoma orzechami.

Po czym poznać, że nie dostarczamy jej sobie wystarczająco? Poza tym, że częściej przytrafiają się nam przeziębienia, możemy czuć się zmęczeni, apatyczni. Przy jej niedoborach zmniejsza się krzepliwość krwi, a rany gorzej się goją. W dodatku doskwiera nam brak apetytu, pobolewa głowa, jesteśmy bladzi, być może nawet dorobiliśmy się anemii. Jeśli zaobserwowałeś u siebie podobne objawy, nie oszczędzaj sobie produktów bogatych w witaminę C. Najwyższy czas odwiedzić stragan z warzywami i owocami.

Inne nazwy: kwas L-askorbinowy, kwas dehydroaskorbinowy, kwas askorbowy.

Witamina D – słoneczna witamina w trosce o zdrowe kości

W skórze człowieka witamina D powstaje naturalnie w skórze na skutek działania promieni słonecznych. Spędzanie czasu na świeżym powietrzu, spacery w świetle dziennym – to doskonały sposób na jej sobie dostarczenie. Jednak nie jedyny. W rzeczywistości witamina D niejedno ma imię. Ma ich przynajmniej trzy, następujące: D1, D2 i D3. Witamina D1 (tzw. kalcyferol) jest obecna w tranie. Witamina D2 (tzw. ergokalcyferol) znajduje się w roślinach wystawionych na działanie promieni ultrafioletowych. Zaś trzecia z kolei, witamina D3 (cholekalcyferol), to właśnie ta wytwarzana w skórze ludzi i zwierząt. Wszystko świetnie, ale po co nam ona? W uproszczeniu dla dobra zębów i kości oraz zapewnienia prawidłowego wzrostu. Dzięki niej wapń (a także fosfor) przyjmowany z pożywieniem jest efektywniej przyswajany i lepiej użytkowany w organizmie. Jej niedobór może natomiast doprowadzić do próchnicy, zwiększenia łamliwości kości, a nawet osteoporozy i krzywicy (dziś rzadko występującej w krajach cywilizowanych, choroby, która prowadzi do deformacji szkieletu). Witamina D nie tylko trzyma w ryzach nasze kości. W pewnym stopniu dba o nasz układ nerwowy, chroniąc przed zaburzeniami nastroju, dobrze wpływa na zdrowie oczu, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie.

Uwaga, w porach jesienno – zimowych, kiedy ilość światła, które do nas dociera, jest znacznie mniejsza, nasz organizm produkuje jej mniej, więc powinniśmy wtedy szczególnie dbać o to, żeby nie dopuścić do niedoborów. Wyjścia są dwa (optymalnie zaaplikować sobie i jedno i drugie). Po pierwsze, codzienne spacery (najlepiej co najmniej półgodzinne), po drugie dostarczanie sobie witaminy D od wewnątrz – niejako przez żołądek do kości. Co najlepiej położyć na talerz, aby znalazła się na nim witamina D? Wcale nie trzeba raczyć się mało atrakcyjnym smakowo tranem. Najlepiej jednak zostać w morskim klimacie i uwzględnić w swojej diecie węgorza, łososia, śledzie, tuńczyka czy makrelę. Jeśli nie gustujesz w rybach, możesz sięgnąć też po żółtka jaj, wątróbkę, mleko lub żółty ser.

Inne nazwy: kalcyferol (D1), ergokalcyferol (D2), cholekalcyferol (D3), witamina przeciwkrzywiczna.

Witamina E – witamina młodości

Kto nie chciałby zachować młodości ciała i umysłu do późnych lat? Witamina E , zwana również tokoferolem, jest znana ze swoich właściwości opóźniających starzenie komórek. Najbardziej widocznym efektem jej działania jest dobra kondycja skóry (a także włosów i paznokci). I chociaż na cuda nie ma co liczyć, pod wpływem witaminy E lat nam nie ubędzie, to jednak rzeczywiście może ona sprawić, że skóra będzie bardziej elastyczna i miękka. Nie na darmo w końcu jest zwana witaminą młodości lub jak kto woli – witaminą urody. To silny przeciwutleniacz, który chroni lipidy naskórka i włókna kolagenowe przed zniszczeniem. Gdy jej brak cera pozostawia wiele do życzenia: wysusza się, a naskórek może się łuszczyć. Ze względu na swoje działanie witamina ta zrobiła karierę nie tylko w dietetyce czy nauce, ale i w kosmetologii, gdzie z powodzeniem jest wykorzystywana przy produkcji różnego rodzaju kremów, balsamów i maseczek.

Witamina E dba jednak nie tylko o urodę. Jest bezcenna dla układu nerwowego, pracy mięśni. Zapobiega chorobom układu krążenia takim jak np. miażdżyca, chroni przed stłuszczeniem komórek, sprzyja naczyniom krwionośnym. Mężczyznom jest niezbędna do prawidłowej produkcji spermy. W postaci suplementów jest przyswajana dużo gorzej niż z pożywieniem. Chociaż rzadko się to zdarza, w ten sposób w dużych dawkach może być trująca. Takie zatrucie witaminą E może objawiać się zaburzeniami widzenia, bólem głowy i osłabieniem mięśni. Nigdy do niego nie dojdzie, gdy sięgniemy po jej naturalne źródła, czyli głównie oleje. Olej słonecznikowy, lniany, kukurydziany, sojowy – możemy wybrać ten, który nam najbardziej pasuje. Wcale nie trzeba nam wiele: wystarczy łyżka czy dwie, dodane np. do sałatki, makaronu czy innej potrawy. W kuchni w ogóle nie używasz olei? Sięgnij chociażby po orzechy włoskie, nasiona słonecznika lub ziarna zbóż.

Zapotrzebowanie na witaminę jest zależne nie tylko od płci, wieku czy sposobu życia, ale również od ilości „dobrych” nienasyconych i „tych gorszych” wielonasyconych kwasów tłuszczowych w diecie. Im więcej w menu tych drugich, tym więcej witaminy E potrzebujesz. Inne nazwy: tokoferol.

Zapewniają znakomity nastrój. Regulują pracę nerek czy serca, temperaturę ciała czy apetyt na seks. Decydują o naszej wadze i urodzie, życiowej energii i sprawności mięśni… Mikroelementy, czyli substancje, na które zapotrzebowanie dobowe dorosłego człowieka nie przekracza 100 mg, a niejednokrotnie znacznie mniejsze. Czym grozi ich nadmiar, bądź niedobór? Gdzie ich szukać? Naprawdę warto wiedzieć. Poznaj pierwszą dziesiątkę wśród składników mikro, a jednak istotnych, w tym i te słabiej poznane, jak molibden czy mangan.

Składniki mineralne tworzą około 4% masy ciała człowieka. To 46 różnych składników, w tym 30 uznaje się za niezbędne. Tak, jak zróżnicowane są ich źródła, tak i nasza dieta musi być urozmaicona. Oczywiście, znajdziemy je i w gotowych preparatach mineralnych, którymi niejednokrotnie próbujemy doładować akumulatory w okresie wiosennego przesilenia. Trzeba jednak pamiętać, że to „dokarmianie na skróty”, które ma niewiele wspólnego ze zdrowym trybem życia, a czasem bywa wręcz niebezpieczne.

Dietetycy przekonują, że jeśli jesteśmy zdrowi, nie musimy korzystać z odważników, tabel czy innych metod pomiarowych, by zaspokoić potrzeby organizmu. Zwykle przestrzeganie podstawowych zasad (5 posiłków dziennie, ryba co najmniej dwa razy w tygodniu, warzywa bez obaw, chudy nabiał, dobre tłuszcze i cukry w zalecanych ilościach) sprawia, że wszystkie nasze komórki, od mózgu po paznokcie, są odkarmione i odwdzięczają się sprawną pracą czy zadowalającym wyglądem.

Kiedy nasz tryb życia odstaje zdecydowanie od prozdrowotnych zaleceń, próbujemy się ratować „pigułkami dla zdrowia”. Rzecz jednak w tym, że nawet, jeśli uzupełnią niedobory minerałów czy witamin, nie zawierają wielu innych, potrzebnych składników, jakie dostarcza jedzenie.

Nawet producenci przypominają, że suplementy mają stanowić tylko dodatek do diety (nie pokrywają 100% zapotrzebowania dobowego), wzięcie większej ilości niż w zaleconym dawkowaniu grozi zatruciem, a poza tym w tabletce nie ma wszystkich minerałów. Wiele spośród nich można przyjmować pojedynczo w przypadku skrajnego niedoboru, ale są dostępne tylko na receptę, a ich stosowanie wymaga nadzoru lekarza, kontrolnych badań, etc.

Niektórych minerałów potrzebujemy niewiele, tyle, ile może dostarczyć np. odpowiedni dodatek do kanapki. Innych całkiem sporo. Ze względu na zapotrzebowanie organizmu składniki mineralne podzielono więc na dwie grupy: makroelementy i mikroelementy, inaczej zwane pierwiastkami śladowymi. Dzienne zapotrzebowanie na makroelementy (wapń, magnez, potas, sód, fosfor i chlor) osoby dorosłej przekracza 100 mg. Na mikroelementy (w tym: żelazo, cynk, chrom, jod, selen, miedź, siarka) nie przekracza 100 mg.

Dowiedz się więcej o makroelementach. To im poświęciłem kolejne akapity. Naprawdę zasługują na twoją uwagę.

Stomatolodzy przekonują, że „słabe zęby” to nie tyle kwestia genetyki (ta odgrywa rolę w sporadycznych przypadkach), ale przede wszystkim skutek niewłaściwej diety kobiet w ciąży, matek karmiących i dzieci. Zawiązki zębów u człowieka tworzą się już w czwartym tygodniu życia płodowego. Wprawdzie niewielkie niedobory wapnia u przyszłej mamy nie odbijają się zaraz na maluchu (natura zabezpiecza płód, wypłukując wapń z kości matki), ale na niej i owszem. Stąd tak częste problemy z uzębieniem po porodzie.

Wapń – jeden z ważnych elementów budowy ciała

Wapń współtworzy nie tylko kości i zęby, ale także mięśnie (w tym serce) oraz układ nerwowy. Dlatego poza większą podatnością na choroby zębów czy osteoporozę, osoby, które cierpią na jego niedobory, są narażone na ogólne osłabienie organizmu, bolesne skurcze mięśni, stóp, łydek oraz bóle głowy.

Wapń dla kobiet w ciąży bywa niezastąpionym lekarstwem w przypadku zagrożenia poronieniem, przy nadciśnieniu, cukrzycy, problemach z krzepliwością krwi. Najczęściej jest wówczas stosowany w tabletkach, ale pod nadzorem lekarza. Nienaturalnie zwiększone dawki wapnia z preparatów farmaceutycznych mogą obniżyć wchłanianie żelaza, cynku i magnezu, prowadząc do innych problemów ze zdrowiem. Wchłanianie wielu składników to taki system naczyń połączonych, stąd właśnie te liczne ostrzeżenia, by samodzielnie nie faszerować się jakimś składnikiem.

Dorosłe kobiety powinny codziennie dostarczyć organizmowi ok. 1000 mg wapnia. Mężczyźni, a także ciężarne i kobiety karmiące piersią, 1200 mg, nastolatki nawet 1300 mg . Z tej ilości tylko część pierwiastka zostanie przyswojona i wykorzystana przez organizm. Przy prawidłowym wchłanianiu: 30-40%. To w zupełności wystarczy.

Prawidłowe wchłanianie jest możliwe jedynie przy odpowiedniej ilości witaminy D. Zatem, nie wystarczy skupić się na samym wapniu, by organizm miał go dość. Skąd czerpać witaminę D? Czytaj!

By odpowiednio przyswoić i przetworzyć wapń, konieczna jest też aktywność fizyczna, zapewnienie odpowiedniej ilości białka, a także ograniczenie w diecie fosforu. Bywa go za dużo, gdy spożywamy w nadmiarze żywność znacznie przetworzoną: wędliny, koncentraty zup i deserów w proszku oraz słodzone napoje czy soki.

Jeśli myślicie, że najlepszym źródłem wapnia jest mleko, to warto zerknąć na taką stronę:

http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-naturalne/art153,10-produktow-ktore-sa-najlepszym-zrodlem-wapnia.html

Magnez – przyjaciel dobrego nastroju

Ten pierwiastek również budowie kości i zęby, a także zapobiega nadciśnieniu oraz miażdżycy. Dzięki magnezowi możemy utrzymać właściwą ciepłotę ciała, przemianę materii, dobre samopoczucie, a nawet nastrój. Wspiera też pracę serca oraz koordynację ruchów, przekazując komunikaty między nerwami, a mięśniami.

To kolejny minerał pracujący zespołowo. Możesz go prawidłowo przyswoić z pożywienia, jeśli w diecie nie brakuje, poza samym magnezem, witamin D, B1 i B6. Jego błyskawicznemu „wypłukaniu” sprzyja stres, stąd po części apetyt na obfitującą w niego czekoladę w trudnych chwilach. Wymówka uzasadniona, chociaż niekonieczna, jeśli dbasz o linię. Magnez w sporych ilościach znajduje się też w mące sojowej i pełnoziarnistej, kaszach, orzechach i migdałach (260 mg w 100g), roślinach strączkowych, zielonych warzywach (popularny wiosną koper zawiera 380 mg w 100 g), czy pestkach dyni (520 mg w 100g).

Mężczyźni powinni spożywać codziennie ok. 400 mg magnezu, kobiety 320 mg, nastolatki ok. 360 mg. Nie tak trudno zaspokoić te potrzeby. Chociaż popularne stało się uzupełnianie magnezu z pomocą preparatów witaminowo-mineralnych (wiele z nich zawiera ok. 70 mg magnezu), nie ma sensu tego robić bez wyraźnych wskazań lekarskich. Magnez, chociaż tak potrzebny, można też przedawkować. Problem wprawdzie dotyczy przede wszystkim osób starszych, z upośledzoną funkcją nerek, ale objawy przedawkowania są wyjątkowo groźne: zaburzenia pracy serca, wymioty, nieprawidłowe ciśnienie krwi. Objawy częstego niedoboru magnezu to przede wszystkim spadek nastroju, drżenia powiek, bolesne kurcze mięśni, bóle głowy, osłabienie włosów, zębów i paznokci, a nawet nasilone bóle menstruacyjne i zespół metaboliczny.

Potas – w trosce o twoje serce

Kojarzymy go przede wszystkim jako przyjaciela układu krążenia. Słusznie, chociaż jego rola w organizmie jest zdecydowanie szersza. Potas wspomaga proces „zaopatrzenia” wszystkich komórek w niezbędne substancje, wspiera mechanizm gwarantujący dotlenienie mózgu, umożliwia pracę mięśni, umożliwia spalanie cukrów i białek. W efekcie zapewnia nam wydajność fizyczną i psychiczną, w tym prawidłowe procesy pamięciowe, koncentrację.

Niedobory potasu mogą więc objawiać się różnorodnymi zaburzeniami nastroju, rytmu serca., chronicznym zmęczeniem, bólami mięśni, zmianami skórnymi czy zwolnieniem procesów trawiennych (wzdęcia, zaparcia). W skrajnych przypadkach niedoboru dochodzi nawet do omdleń i stanów wymagających hospitalizacji. By tego uniknąć należy dostarczyć dorosłemu organizmowi nie mniej niż 2000 mg minerału. Część dietetyków przekonuje, że limit powinien być znacznie wyższy (ok. 3500 mg), jeśli chcemy uniknąć nadciśnienia tętniczego i problemów kardiologicznych w przyszłości.

W zasadzie nie powinno być większych problemów, by zapewnić sobie dość potasu. Znaleźć go można niemal we wszystkich produktach spożywczych. Często jednak nie przyjmujemy niezbędnej ilości potasu. Na szybką utratę tego minerału z organizmu narażeni są ci, którzy decydują się na głodówki i inne „diety-cud”. Groźna może okazać się banalna infekcja, jeśli towarzyszy jej biegunka, bądź wymioty. Potas tracimy też zbyt szybko, nieprawidłowo się odżywiając: za mocno soląc, przesadzając z alkoholem, słodyczami czy kawą. Jego nadmierna utrata bywa też skutkiem przyjmowania niektórych leków, np. przeczyszczających, moczopędnych, obniżających ciśnienie.

Najprostsza zasada, gdy szukasz potasu: im mniej tłuszczu w produkcie, tym więcej tego pierwiastka. Dlatego znajdziesz go z pewnością w większości warzyw i owoców, nabiale, rybach, chudym mięsie. Przykładowa zawartość w 100 g produktu: jogurt naturalny – 200 mg, chleb chrupki – 448 mg, muesli z owocami suszonymi 564 mg, porcja indyka 300 mg, sardynka w pomidorach 410 mg, brokuły 385 mg, ziemniaki 443 mg.

Fosfor – trudno o niedobory

Zdecydowana większość fosforu w organizmie skumulowana jest w kościach i szkliwie zębów. Kwas fosforowy stanowi składnik DNA i RNA. Fosfor współtworzy także wiele enzymów, czyli substancji przyspieszających wiele podstawowych procesów w narządach. Zatem bez niego ludzkie komórki nie są w stanie prawidłowo funkcjonować, dzielić się, wzrastać, odżywiać, etc.

Chociaż zapotrzebowanie na fosfor jest spore (u nastolatków nawet 1250 mg dziennie, u dorosłych ok. 700 mg), raczej nie obserwuje się niedoborów. Jeśli jednak do nich dojdzie, najczęstszym problemem jest krzywica.

Zdecydowanie częściej obserwuje się nadmiar fosforu w organizmie, co prowadzi przede wszystkim do osteoporozy i zaburzeń wchłaniania żelaza. Fosfor znajduje się niemal we wszystkich produktach spożywczych. Dietetycy przestrzegają, że najłatwiej o jego przedawkowanie u miłośników napojów gazowanych i diety mięsnej. Racjonalne menu, zróżnicowane, oparte na pełnoziarnistych produktach zbożowych, chudym nabiale, warzywach i owocach, rybach i chudym mięsie, na pewno pozwoli dostarczyć organizmowi wystarczającą ilość fosforu, bez ryzyka jego nadmiaru.

Chlor – zazwyczaj nie musisz go szukać

Chlor jest kolejnym makroelementem zapewniającym równowagę wodno-elektrolitową organizmu. Jest ważnym składnikiem wszelkich wydzielin oraz wydalin, wchodzi w skład soku żołądkowego i śliny. Tym samym ma znaczący wpływ na procesy trawienne organizmu i oczyszczanie go ze zbędnych produktów przemiany materii.

Niedobór chloru osłabia nie tylko pracę układu pokarmowego. Może nawet doprowadzić do wymiotów i biegunek. Przy skrajnym niedoborze może nastąpić obrzęk mózgu, zaniki pamięci. Przy umiarkowanym pogarsza się stan włosów, zębów.

Niedobory chloru rzadko są związane z dietą. Soli w naszej kuchni nie brakuje, choćby dlatego, że jest dodatkiem do wędlin, serów, pieczywa. Najczęstsze przyczyny to: utrata minerałów wskutek nadmiernego pocenia (dlatego między innymi tak istotne jest picie wody mineralnej podczas intensywnego treningu), przewlekłe wymioty, skutek uboczny działania leków. Nadmiar chloru w organizmie towarzyszy nieleczonej, bądź niewłaściwie leczonej, cukrzycy, poważnym chorobom nerek, odwodnieniu. Sam nadmiar chloru zwykle nie jest groźny. Zdecydowanie jednak nadzoru lekarza wymagają problemy, które do niego doprowadziły.

Sód – jego też nam nie brakuje

Sól kuchenna, podstawowe źródło sodu w naszej diecie, w nadmiarze to rzeczywiście „biała śmierć”. Zarazem bez sodu żyć się nie da. Sód reguluje gospodarkę wodną naszego ciała, a że to z wody zbudowane jest przede wszystkim, nie można jego roli przecenić. Sód to również przekaźnik w układzie nerwowym, uczestnik przemian metabolicznych białek i węglowodanów, kontroler odpowiedniego ciśnienia w naczyniach krwionośnych.

Wiadomo, że dziennie potrzebujemy minimum 500 mg sodu. Górna granica? To wciąż kwestia sporna. Zasadniczo przyjmuje się, że łącznie powinniśmy spożywać nie więcej, jak 2400 mg sodu (łyżeczka od herbaty zawiera 2000 mg). Spożycie soli przede wszystkim muszą ograniczyć osoby zagrożone nadciśnieniem tętniczym.

Trzeba pamiętać, że sporo sodu jest też w serach i wędlinach.

A jednak zdarza się, w sporadycznych przypadkach, że sodu mamy za mało. Problem dotyczy np. osób zbyt intensywnie uprawiających sport (np. maratończyków), niedożywionych, z niewydolnością wątroby bądź serca, a także przyjmujących leki przeczyszczające lub prowadzące do nadmiernej utraty płynów. Niedobór objawia się przede wszystkim objawia się uczuciem zmęczenia, utratą apetytu i łaknienia, skurczami mięśni, upośledzeniem koncentracji i uwagi oraz zdolności zapamiętywania. Niedobór sodu może doprowadzić do odwodnienia, spadku ciśnienia krwi, bólów głowy. Może również zwiększyć ryzyko porażeń słonecznych i udarów cieplnych.

Nadmiar sodu powoduje nie tylko nadciśnienie, ale i jego wszelkie przykre konsekwencje (zawał, udar). Także zatrzymanie wody w organizmie, objawiające się głównie obrzękami kończyn.

Siarka – na straży przemian metabolicznych

Fascynująca, niezbędna, niemierzalna. Z pewnością niedobór siarki w organizmie człowieka prowadzi do poważnych zaburzeń przemiany materii. Wiemy, że stanowi ona 0,25% naszego ciała i lepiej, żeby nie było mniej. Nie ma jednak norm spożycia tego pierwiastka, ani badań kontrolujących jego stężenie. Bo jak tu ją kontrolować, skoro przede wszystkim stanowi składnik innych substancji (białek, witamin) i nie spożywamy jej solo, a właśnie wbudowaną w inne substancje. To dla nich przewidziano różnorakie normy.

Niedobory siarki zwykle łatwo dostrzec. Przede wszystkim jej niedobór odbiera nam urodę: włosy tracą blask, paznokcie się łamią, cera robi się blada, poszarzała. Właśnie dlatego tak wiele suplementów wzmacniających przydatki skóry i kosmetyków pielęgnacyjnych oraz leczniczych zawiera siarkę. Modne są także zabiegi z wykorzystaniem tego pierwiastka (np. w sanatoriach leczenie wodą siarczkową).

Większe braki prowadzą do poważniejszych problemów: zaburzeń widzenia, nastroju i procesów krwiotwórczych, dolegliwości ze strony wątroby, stawów. Żaden inny minerał nie uczestniczy w przemianie materii w sposób tak szeroki i zróżnicowany, więc bez siarki blokowane są niemal wszystkie procesy przemiany materii. Szczęśliwie organizm ma skąd ją pobierać i w zasadzie nie obserwuje się samoistnych chorób związanych z niedoborem.

Produkty, które szczególnie w siarkę obfitują, to jaja, mleko i przetwory, mięso, owoce i warzywa (zwłaszcza białe).

Selen – przeciwko toksynom i nowotworom

Szczególnie tym mikroelementem ostatnimi laty zdają się interesować media, inspirowane przez świat naukowy. Wiele badań wskazuje bowiem, że selen to cenny antyoksydant (przeciwutleniacz), czyli wróg nowotworów i źródło odporności oraz dłuższej młodości. Na ostateczne potwierdzenie takich rewelacji (jakże częstych, a potem gasnących z dnia na dzień) trzeba poczekać cierpliwie. Zarazem już dziś wiemy na pewno, że selen rzeczywiście wspiera układ immunologiczny (stymulując produkcję limfocytów), a także chroni przed reumatoidalnym zapaleniem stawów. Zatem warto go dostarczać w racjonalnej diecie. Nie potrzebujemy go zbyt wiele, wręcz śladowo (w dorosłym życiu mężczyźni ok. 70 mikrogramów dziennie, kobiety 55 mikrogramów, w ciąży i karmiące mniej więcej tyle, co mężczyźni).

Znakomite źródła tego pierwiastka to zarazem wyjątkowo zdrowe i potrzebne produkty: orzechy (najwięcej selenu jest w orzechach brazylijskich), jaja, owoce morza, produkty pełnoziarniste. Zarazem najłatwiej przyswajalny jest ten pierwiastek zawarty w zbożach.

Żelazo – by nakarmić każdą komórkę

Akurat skutki niedoboru tego pierwiastka znają niemal wszystkie kobiety. Niedokrwistość (anemia) z niedoboru żelaza przytrafia się bowiem niemal każdej pani w dorosłym życiu. Jest typową dolegliwością kobiet w ciąży, karmiących piersią, cierpiących z powodu zbyt obfitych miesiączek, wegetarianek, którym czasem nie udaje się zapewnić odpowiedniej ilości tego minerału za pomocą bezmięsnej diety, a nawet pań aktywnych, bo ich tryb życia nie sprzyja rozsądnej diecie…

Oczywiście niedokrwistość nie musi być spowodowana akurat przez brak żelaza. Częsta przyczyna to również niedobór witamin z grupy B (kwas foliowy, B12) czy witaminy C, odpowiedzialnej za wchłanianie żelaza. Skutek? Anemia to problem co piątej kobiety (i tylko jednego na 100 mężczyzn). Ponieważ „słaba krew” uniemożliwia prawidłowe natlenianie i odżywianie komórek, pogarsza się funkcjonowanie niemal wszystkich narządów. Niedokrwistość raczej nie zabija, jednak sprzyja kołataniu serca i innym zaburzeniom krążenia, bólom głowy, zaparciom, spadkowi apetytu. Prowadzi do nienaturalnego zmęczenia i osłabienia, wychłodzenia organizmu, bladości cery, łamliwości paznokci, nadmiernego wypadania włosów, a nawet powstawania „zajadów” w kącikach ust. To znacznie obniża jakość życia każdej kobiety. W przypadku przyszłych mam skutki bywają niezwykle groźne dla rozwijającego się dziecka: niedokrwistość na każdym etapie ciąży może spowodować wady wrodzone u płodu i poronienie. Właśnie dlatego ginekolodzy zlecają te przykre badania krwi i w razie potrzeby zalecają przyjmowanie preparatów z żelazem.

Jeśli obserwujesz u siebie objawy typowe dla anemii, a nie jesteś w ciąży i nie zajmie się nimi położnik, po prostu upewnij się, że w twojej diecie nie brakuje bogatych źródeł żelaza: chudej wołowiny, mięsa królika, podrobów (zwłaszcza wątroby), żółtka jaj. Żelazo występuje także w produktach pochodzenia roślinnego. Trzeba jednak pamiętać, że żelazo hemowe (pochodzenia zwierzęcego) organizmowi znacznie łatwiej przyswoić. Niehemowe w sporych ilościach zawarte jest w zielonych warzywach, w roślinach strączkowych, w burakach, czerwonej kapuście, papryce, produktach pełnoziarnistych. By poprawić wchłanianie, zadbaj i o witaminę C w swojej diecie.

Jeśli dobrze się odżywiasz, a forma taka sobie, warto skontaktować się z lekarzem pierwszego konaktu, a także ginekologiem. Niejednokrotnie „sprawy kobiece” są pierwotnym źródłem niedokrwistości.


Mangan – żeby nam się chciało żyć

Chociaż należy do pierwiastków potrzebnych w ilościach śladowych, być w organizmie musi. Naukowcy nazwali go „mikrolokomotywą” życiowego napędu. Aktywuje enzymy niezbędne do przyswajania wielu witamin, w tym witaminy C. Zatem nie ma bez niego prawidłowej odporności i przyswajania żelaza. Nie ma też mocnych kości i sprawnie krążącej krwi. Tak to już jest w naszym organizmie, że w pojedynkę żadna, nawet najcenniejsza substancja, wiele nie zdziała. Podstawa do zespół.

Mangan w ograniczonym, ale wciąż istotnym zakresie, współuczestniczy w metabolizmie cukrów i kwasów tłuszczowych. Wspomaga odżywianie układu nerwowego i centrum zarządzania, czyli mózgu. Jest konieczny przy syntezie hormonów tarczycy, aktywności śledziony, a nawet oddziałuje na libido obu płci. Zarazem przedawkowany (co zdarza się osobom pijącym wodę o sporej zawartości manganu, ewentualnie nadużywającym suplementy zawierające mangan) może być bardzo groźny, prowadząc nawet do problemów psychicznych. Dawka powszechnie uchodząca za bezpieczną dla osoby dorosłej to około 2-5 mg na dobę (chociaż pojawiają się opinie, że może być wyższa). Bywa, że jedna tabletka suplementu zawiera 3 mg. Jeśli doliczyć do tego mangan z diety, przy prawidłowym wchłanianiu, może być groźnie. Zatem rozsądnie sięgać po takie preparaty tylko pod nadzorem lekarza.

Dobre, bezpieczne źródła manganu to głównie zboża, orzechy, owoce, szpinak i groch.

Jod – dla jasności umysłu

O ogromnej roli tego mikroelementu przypominają pacjentom głównie położnicy i endokrynolodzy, gdyż jod jest szczególnie ważny dla przyszłych mam i pracy tarczycy. Wprawdzie od kiedy w Polsce jodowana jest sól spożywcza, problem tzw. wola endemicznego (powiększenie tarczycy wynikające z niedoboru jodu, prowadzące do poważnego niedorozwoju intelektualnego) praktycznie nie występuje, jednak nie można o nim zapominać. Wiadomo, że jod w znacznej mierze stymuluje rozwój układu nerwowego płodu i umysł dziecka, dlatego z pewnością znajdziesz go w dobrych suplementach dla ciężarnych, zazwyczaj w ilości 150-200 mikrogramów. Taka ilość w zasadzie pokrywa dzienne zapotrzebowanie w stanie odmiennym i gdy karmisz piersią. Potrzeby innych grup w zasadzie pokrywa racjonalna dieta. Warto ją stosować także ze względu na jod, gdyż mikroelement ten, wchodząc w skład hormonów wydzielanych przez gruczoł tarczowy, po części bierze udział w regulowaniu podstawowych funkcji życiowych, od kontroli temperatury począwszy, poprzez pracę mięśni, metabolizm, a skończywszy na podziale komórek.

Jeśli stosujesz sól jodowaną, a twoje menu jest bardzo zróżnicowane (nie brakuje w nim ryb i innych owoców morza, mleka i jego przetworów, chudego mięsa wołowego czy wieprzowego, jaj, ryżu, pieczywa żytniego, płatków owsianych, sałaty, szpinaku, jabłek gruszek, itd.) możesz spać spokojnie. Na pewno nie zaszkodzi też „najodowanie się” przynajmniej raz w roku podczas urlopu nad morzem. Najskuteczniejsza terapia to długie spacery wzdłuż brzegu morza i głębokie oddychanie. Najwyższe stężenie pierwiastka jest ponoć w powietrzu letnim, o świcie. Oczywiście sens ma takie naturalne leczenie przez cały rok, o dowolnej porze. Taka kuracja nie zaszkodzi, jodu nie przedawkujesz: sprawnie funkcjonujący organizm wydali nadmiar pierwiastka wraz z moczem. Wyjątek stanowią osoby z chorobami tarczycy: dla nich jod może być zarówno lekiem, jak i źródłem nasilenia problemów, zatem nie tylko konkretne leczenie powinny uzgadniać z endokrynologiem, ale i wakacyjne plany.

Cynk – przyjaciel zdrowej tarczycy

Nietrudno go spotkać w wielu preparatach, które mają poprawiać wygląd. Cynk znany jest bowiem z tego, że wpływa zasadniczo na wygląd skóry i jej przydatków, więc włosów i paznokci. Te nadwyrężone po lecie szczególnie wymagają teraz troski. My jednak radzimy wspierać je od środka w sposób naturalny. Sporo cynku zawierają kasze, warzywa strączkowe i orzechy. Także ostrygi, homary czy ślimaki. Podejrzewa się, że opinia o tych produktach jako o afrodyzjakach ma po części związek nie tylko z ich kuszącym wyglądem, zapachem, bądź konsystencją, ale i zawartością cynku właśnie. Popęd płciowy, potencja i zdolność do przeżywania orgazmu, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn, związane są bowiem w pewnym stopniu ze stężeniem cynku w organizmie. Cynk zarządza substancją bodźcową o nazwie histamina. Chociaż wiele osób kojarzy ją przede wszystkim z alergią i nadreaktywnością organizmu, ma ona i ważną, pozytywną rolę do spełnienia. Poprawia ukrwienie i produkcję śluzu w błonach pokrywających narządy płciowe, a Cynk ma też wpływ na procesy metaboliczne i naszą wagę ciała. Jeśli nie znosisz owoców morza i przysmaków kuchni francuskiej, szukaj cynku także w jajach, drobiu, wołowinie.

Tyroksyna, czyli hormon tarczycy, decydujący o tempie przemiany materii, nie powstanie bez cynku. Podobnie zresztą, jak wiele innych hormonów. Cynk ma znaczenie przy przyswajaniu podstawowych składników odżywczych. Sam jest jednak dobrze wchłaniany przede wszystkim ze źródeł zwierzęcych, zatem na niedobory szczególnie powinni uważać wegetarianie.

Organizm ludzki nie może funkcjonować bez cynku, ze względu na jego rolę w syntezie DNA i RNA, białek w ogóle, insuliny i nasienia. Ponad 70 różnych enzymów wymaga cynku do prawidłowego działania. Bez cynku cierpimy na drżenia mięśni, ich bolesne skurcze, możliwa jest depresja, nawet zaburzenia mowy. Cynk jest także integralną częścią tkanek i wpływa na prawidłowe gojenie ran, prawidłowy wzrost i rozwój płodu. Możliwe, że bierze udział w zapobieganiu rozwojowi przeziębienia, wówczas, gdy stale organizm ma go wystarczająco dużo.

Nie stawiaj jednak na preparaty z cynkiem. Ten pierwiastek także można przedawkować. Klasyczny objaw zatrucia to wymioty. Zarazem przewlekły nadmiar cynku (który nie musi dawać wyraźnych sygnałów) według amerykańskich naukowców może sprzyjać chorobie Alzheimera. Oczywiście nie grozi nam ono, gdy źródłem cynku jest racjonalna dieta.

Chrom – w walce z cholesterolem i nadwagą

Chrom reguluje poziom cholesterolu i kwasów tłuszczowych. Ułatwia trawienie białek i „uwrażliwia” komórki na insulinę. Ten pierwiastek najlepiej jest znany osobom walczącym z nadwagą, a dokładniej chorobliwą miłością do słodyczy. Niedobór chromu może właśnie tak się objawiać, ale wcale nie musi. Inne sygnały braku chromu, typowe zresztą i przy innych problemach, to przewlekłe przygnębienie, rozdrażnienie, bóle głowy i nadmierny pociąg do alkoholu. Oczywiście każdy z nas ma prawo czasem czuć się gorzej. Jeśli jednak fatalne samopoczucie utrzymuje się ponad 2-3 tygodnie, zawsze wymaga wyjaśnienia u lekarza. Można zacząć od internisty i poszukać przyczyn organicznych. Jeśli to nie przyniesie efektów czas na specjalistów od ludzkiej duszy.

Jeśli jednak twoje kłopoty to jedynie kwestia kiepskiej diety i niedoboru chromu, warto (tradycyjnie) zwiększyć spożycie ryb, wątroby, zielonych warzyw, drobiu, kukurydzy, jaj, pieczywa razowego i świeżych owoców. Chromu w zasadzie zbyt wiele nam nie trzeba (średnio 20-30 mikrogramów na dobę), ponieważ jednak zwykle mamy kłopoty z jego przyswajaniem, bezpiecznie jest dostarczyć go nawet 80 mikrogramów każdego dnia. Szczególnie, jeśli kochamy węglowodany, które utrudniają jego wchłanianie. A że niedobór chromu zwiększa na nie apetyt, łatwo nie jest…


Miedź – dla kości, krwi i skóry

Prędzej skojarzymy ją z produkcją kabli czy garnków niż własnym zdrowiem. Tymczasem pełni wiele istotnych funkcji i z pewnością zasługuje na uwagę. Przy zapobieganiu niedokrwistości jest tak samo ważna, jak żelazo. Zresztą umożliwia jego transport i prawidłowe wchłanianie. Ponieważ jednak niedobór tego pierwiastka zdarza się sporadycznie (dotyczy głównie chorych na nerczycę), nie musimy o tym pamiętać na co dzień.

Miedź zgromadzona jest w naszym ciele przede wszystkim w mięśniach, kościach i w wątrobie. Właśnie w tym gruczole jest gromadzona i uwalniana w razie potrzeby. Jest niezbędna w procesie produkcji erytrocytów (czerwonych krwinek), przy tworzeniu kości i kolagenu (nie tylko naturalnego środka przeciwzmarszczkowego, ale przede wszystkim budulca zdrowych ścięgien), a także RNA, niezbędnego do syntezy białek. Wspomaga gojenie ran i metabolizm tłuszczów. Miedź łatwo wchodzi w relacje z innymi pierwiastkami i niekoniecznie lubi ich nadmiar w organizmie. Sama też nie jest lubiana, gdy jest jej za dużo. Zatem zalecana równowaga. Zdrowy organizm dba o nią sam, stąd nie wyznaczono konkretnych ścisłych norm dla tego pierwiastka. Zasadniczo uważa się, że wystarcza nam 1,5 do 3 mg miedzi w codziennej diecie. Zapewnią ją produkty pełnoziarniste, orzechy, ryż (naturalny, niełuskany), podroby, wiele warzyw, owoce suszone. Tak naprawdę nie trzeba pochylać się nad każdym mikroelementem z osobna, tworząc menu. Zdrowa dieta za jednym zamachem zapewnia je wszystkie.

Fluor – dla pięknego uśmiechu

Chociaż kojarzymy ten mikroelement przede wszystkim z kośćmi i zębami, w rzeczywistości jest obecny we wszystkich tkankach naszego organizmu. Inna rzecz, że poza układem kostnym w znacznie mniejszym stężeniu. Czy jest mikropierwiastkiem niezbędnym? Jeśli uznamy, że uzębienie jest człowiekowi potrzebne, to z pewnością tak: umożliwia bowiem powstawanie i ostateczne uformowanie szkliwa. Ta tkanka chroni zębinę w obrębie korony zęba i jest z pewnością najtwardszym tworem w organizmie człowieka, chociaż czasem musi poddać się działaniu bakterii próchnicowych. Pomyślcie więc, co by się działo z naszymi zębami, gdyby szkliwa wcale nie było lub okazało się wadliwe?

Uwaga!

Po pierwsze – fluor w pastach do zębów chroni zęby u ludzi jedynie do 20. roku życia. l to jedynie wtedy, gdy się go nie przedawkuje. Faktycznie – potrafi wzmocnić szkliwo zębów, ale zażywany w zbyt wielkich dawkach może jednocześnie spowodować wiele chorób somatycznych i psychicznych – zakłóca pracę szyszynki. Pasty dla najmłodszych nie powinny być zbyt smaczne, by dzieci ich nie zjadały w nadmiarze dla przyjemności, a te przeznaczone dla maluchów, które mogą mieć jeszcze kłopot z wypluwaniem pasty, najlepiej, by w ogóle nie zawierały tego pierwiastka. Połknięty w zbyt dużej ilości, to groźna trucizna. Stąd wciąż aktualne dyskusje, jak fluor podawać, by służył organizmowi, a nie szkodził.

Często też jest głównym składnikiem leków psychotropowych, a także… trutek na insekty. Opublikowane niedawno badania wykazały, że fluor dodawany do wody może spowodować poważne zaburzenia genetyczne, odwapnienie kości, raka. Jest gorszy od ołowiu! A w Polsce, innych krajach byłego bloku komunistycznego oraz m.in. w Wielkiej Brytanii wodę się od lat fluoryzuje.

Więcej informacji: www.wolnaludzkosc.pl

Molibden – wsparcie płodności i odporności

Jeśli w twojej diecie nie brakuje zielonych warzyw, produktów mlecznych, fasoli, podrobów, ryżu i pszenicy, soczewicy bądź czerwonej kapusty, raczej nie grozi ci niedobór molibdenu. I bardzo dobrze, bo ten pierwiastek naprawdę jest potrzebny, jeśli chcesz cieszyć się zdrowiem, płodnością, znakomitą odpornością, a nawet pięknym uśmiechem.

Molibden umożliwia organizmowi produkcję enzymów niezbędnych do przyswajania cukrów i tłuszczów. Pozwala na prawidłowe przyswajanie żelaza, zachowanie sprawności intelektualnej i seksualnej, zapobiega próchnicy. Możliwe, że zapobiega rozwojowi chorób nowotworowych. Hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych i wirusów w naszym organizmie.

Czasem można go znaleźć w preparatach mineralno-witaminowych. Suplementacja zalecana jest jednak przede wszystkim osobom z objawami niedocukrzenia, pod nadzorem lekarza. Nadmiar molibdenu szkodzi: wpływa negatywnie na pracę układu pokarmowego, prowadzi do niedokrwistości z powodu niedoboru miedzi (molibden ją wypiera z organizmu), wywołuje obrzęki stawów, a nawet skazę (dnę) moczanową.

Lit – i wszystko gra?

Stabilizator nastroju, sojusznik długowieczności, wróg niektórych chorób cywilizacyjnych… Chociaż można przetrwać bez tego mikroelementu, litu lekceważyć nie warto. Coraz więcej badań potwierdza, że jest ważniejszy niż myślano. Możliwe, że ma znaczenie społeczne, obniżając skłonność do agresji i przemocy.

Chociaż do tej pory nie odkryto konkretnej roli fizjologicznej najlżejszego z metali, czyli litu, w organizmie człowieka, coraz częściej badacze podkreślają, że powinien zostać zakwalifikowany jako mikroelement niezbędny do życia. Nie znamy procesu, który bez litu się nie odbędzie, ale niewątpliwie mikroelement ma ogromne znaczenie dla naszego samopoczucia, nastroju, a zatem i zdrowia. Odgrywa też pewną rolę w pracy szpiku kostnego, zapobieganiu miażdżycy i chorobom serca, a także cukrzycy i nadciśnieniu. Prawdopodobnie po części dlatego, że współtworzy substancje regulujące krzepliwość krwi i transportuje witaminę B12 do mózgu. Tymczasem od tego zależy w jakimś stopniu prawidłowe zarządzanie układem krążenia, „odżywienie” każdej komórki, a nawet skłonność do ewentualnych zakrzepów, etc.

Gdy spożywamy za mało litu, nie tracimy go równomiernie ze wszystkich komórek. Zachowuje się w jajnikach, tarczycy, nadnerczach czy przysadce mózgowej. Ponieważ natura nie robi niczego bez powodu, takie zabezpieczenie wskazuje na powiązanie litu z pracą gruczołów. Realnie jednak wciąż więcej wiemy na temat skutków obecności litu w organizmie niż przyczyn tego stanu.

W ostatnich latach właściwości litu intensywnie badają Japończycy: począwszy od sprawdzenia czy suplementacja tym pierwiastkiem może wydłużyć życie pewnej glisty, poprzez badanie wpływu stężenia litu w wodzie pitnej na średnią długość życia, a skończywszy na analizie, jak niewielka nawet różnica ilości litu w wodzie może wpłynąć na statystyki samobójstw. Niewątpliwie, wyniki są zadowalające i wystawiające niezłą cenzurkę temu pierwiastkowi śladowemu: glisty i ludzie żyją dłużej, gdy mają więcej litu, a ci mieszkańcy okolic Hiroszimy i prefektury Oita, których woda była w niego bogatsza, okazali się bardziej pogodni i mniej skłonni do odbierania sobie życia.

Kanadyjczycy tak zachwycili się wynikami z Japonii, że zaczęli rozważać litowanie wody. Japońscy naukowcy, a także uczeni z Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie (Niemcy), którzy uczestniczyli w części badań, podchodzą jednak bardziej sceptycznie do wyników swoich badań. Przedawkowany lit jest niebezpieczną trucizną, a ponieważ ma sporą skłonność do kumulowania się w tkankach, trudno byłoby ustalić optymalną dawkę suplementacji, czyli taką, by już miała realne znaczenie kliniczne, a jeszcze nie szkodziła. O ile można się było dość swobodnie „bawić” na robakach”, to z ludźmi już gorzej.

Zasadniczo przyjmuje się, że dzienne, optymalne spożycie litu powinno wynosić ok. 1 mg na dobę, w przypadku osoby dorosłej o wadze 70 kg, czyli ok. 14 mikrogramów na kilogram ciała. Za dobre źródła litu, poza wodą (obfituje w niego ta z ujęć głębinowych), uchodzą ziemniaki, pomidory i papryka. O ile w wodzie ilość litu kontrolować się da, o tyle w warzywach już niekoniecznie. Czerpią pierwiastek z gleby i od jego zawartości w podłożu przede wszystkim zależy, ile go ostatecznie jest. Różnice bywają bardzo duże. Na tyle spore, że nawet podawanie średniej zawartości nie ma większego sensu. Podobnie jest z rybami – ile ich mięso zawiera litu zależy od indywidualnej kumulacji. Nie zmienia to jednak faktu, że ryby są dobre na wszystko, papryka to witaminowa rekordzistka, a serce potrzebuje likopenu z pomidorów. Zatem: potencjalne źródła litu zasadniczo i tak wychodzą na zdrowie. Nie możemy mieć pewności, że pokryją w pełni potrzeby, ale też stosując urozmaiconą, racjonalną dietę nie narażamy się na przedawkowanie (nieznane są przypadki zatrucia litem z „normalnego” pożywienia u osób zdrowych).

O ile wciąż trudno ocenić rolę profilaktyczną litu, jego właściwości lecznicze są znakomicie poznane i udokumentowane. Odkrycie australijskiego psychiatry Johna F. J. Cade’a z połowy ubiegłego wieku zrewolucjonizowało ówczesną psychiatrię. Lit, a dokładniej węglan litu, okazał się skuteczny w leczeniu choroby afektywnej dwubiegunowej, łagodzeniu psychoz i innych zaburzeń psychicznych. Pojawiła się alternatywa: albo lit, albo elektrowstrząsy i lobotomia (zagrażający życiu zabieg neurochirurgiczny). Wybór był prosty.

Do dzisiaj lit bywa stosowany jako środek pierwszego wyboru przy łagodnych stanach depresyjnych. Sprawdza się jednak bardziej jako stabilizator nastroju w fazie manii, a nie depresji. Tym bardziej, że pojawienie się nowoczesnych leków przeciwdepresyjnych, należących do grupy tzw. selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI), wśród których najsłynniejszym jest Prozac, wyraźnie zmniejszyło jego rolę. Preparaty skuteczniejsze i bezpieczne odesłały go częściowo do lamusa. Bywa bowiem stosowany jako drugi preparat – wspomagająco.

Lekarze chętniej przepisują go pacjentom, którzy mają problem z kontrolowaniem agresji, a także walczą z nałogami. Lit pomaga się bowiem wyciszyć, a jeśli wierzyć amerykańskim badaniom, wyraźnie obniża przestępczość. Naukowcy w Teksasie zaobserwowali, że statystycznie mniej przypadków przemocy i zbrodni odnotowuje się w tych częściach stanu, gdzie do domów dostarczana jest woda z ujęć głębinowych, bogatszych w lit. Zapewne sceptycy znaleźliby inne zależności (struktura demograficzna, narodowościowa, wielkość populacji, zamożność, etc.), jednak zestawienia bardzo podobnych aglomeracji także potwierdzają tę prawidłowość.

Zatrucie węglanem litu, stosowanym w leczeniu, jest niebezpieczne dla zdrowia. W skrajnych przypadkach grozi ciężkim uszkodzeniem mózgu i nerek. Nie musi być spowodowane złym dawkowaniem (bezpieczne zasady są dobrze znane specjalistom) czy świadomym przedawkowaniem. Najczęstsze przyczyny to odwodnienie (nawet niewielkie), które sprzyja kumulacji metalu, a także niedobór sodu. Chociaż zasadniczo tego pierwiastka nam nie brakuje (a raczej przekraczamy zalecane dawki), zdarza się, że właśnie on jest pierwotnym sprawcą zatrucia litem, bo jest niezbędny do efektywnego wydalania tego mikroelementu. Niedobór sodu może być następstwem za malej podaży płynów, wysokiej gorączki, infekcji, nieracjonalnej diety (ubogosodowej, odchudzającej), stosowanych leków.

Objawy, które mogą wskazywać na zatrucie litem to drżenie kończyn, spowolnienie i nienaturalna senności, „bełkotliwa” mowa, kurcze mięśniowe, problemy z koordynacją ruchów. Pojawiają się też przykre objawy ze strony układu pokarmowego: ból brzucha, wymioty, biegunka.

Jeśli wystąpi choćby jeden z powyższych objawów, a leczysz się litem, trzeba skontaktować się z lekarzem. Tak, przyczyn może być wiele takich symptomów, ale w pierwszej kolejności trzeba wykluczyć zatrucie. Jeśli jesteś nim tylko zagrożony lub jest jeszcze niewielkie, problem rozwiąże zmiana dawkowania węglanu litu. Najczęściej jednak konieczny jest pobyt w szpitalu, choćby w celu skutecznego nawodnienia organizmu i pozbycia się toksyn.

Back to Top

Liczba odwiedzających stronę